|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Nie kradnij
Broken Social Scene piszą we wkładce do nowej płyty, że "robią z ludźmi, którym ufają" and that's the way you do it, kids. Wczoraj dzień cudowny, mały cheat w pracy, obiad przedłużony o półtora obiadu, rozmowa ze znajomą (nieznajomą?). Wieczorem te same uroczystości co dwa tygodnie temu, tym razem udało mi się wrócić do domu półtorej godziny wcześniej, wszystko to gdzieś ze sobą się łączy. W obu sytuacjach w którymś momencie, powiedzmy, że na drugi oddech, rzuciłem do dyskusji piątkowe wyznanie mojej bardzo dobrej znajomej, która powiedziała mi, że jej celem jest mieć wybór i nie przejmować się pieniędzmi. Móc sobie zawsze pozwolić na coś, co jej się spodoba. Z początku taka koncepcja wzbudziła mój gwałtowny sprzeciw, przecież to zupełne wariactwo. Nie ma pieniędzy, których nie dałoby się rozpieprzyć na głupoty. Nie ma przedmiotów dających szczęście. Nie ma rzeczy, które mogą być tym, co obiecują. Nie ma tak dużej pensji, że można byłoby na niej poprzestać. Później zacząłem się zastanawiać nad tym razem z nią, coraz lepiej to rozumieć, a mimo wszystko nie jestem w stanie przyjąć jej punktu widzenia. Wózek dziecięcy za kilkanaście tysięcy (jej starszy brat) jest lepszy od wózka za kilka tysięcy (jej średni brat). To są w ogóle wózki za kilkanaście tysięcy? I tak w kółko. Samochód przydawałby mi się kilka razy w roku, więc go nie mam. Nigdy nie będę zarabiał kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie i jestem z tego tytułu szczęśliwy, bo to, jak zarabiam, nie powoduje wrzodów żołądka, nie wymaga picia na umór ani sypania koksu w tryby ludzkiej maszynerii. Jako nastolatek marzyłem o tym, żeby żyć gdziekolwiek, pod jakimś dachem - nie musiałbym mieć łóżka, biurka, telewizora, komputera itd., to mogłyby być kartonowe pudła. Chyba niewiele się zmieniło. I jestem z tego zadowolony. A na zrobienie listy osób "zadzwońcie do nich, gdybym umarł" przyjdzie jeszcze czas. (Pisałem w środę mejlem, ale nie wysłałem. Znak czasu?). niedziela, 29 sierpnia 2010, kurious_oranj
TrackBack
|
Jako nastolatek miałem chyba za dobrze, żeby marzyć o jakiejkolwiek przyszłości, zresztą nie kojarzę konkretnych marzeń nawet z okresu w którym najpopularniejszy jest ponoć strażak. Mówię sobie, że po prostu taką miałem wyobraźnię, zamiast marzyć - byłem Żółwiem Ninja.
Z kartonem bym nie przesadzał, ale podoba mi się stwierdzenie, że rzeczy mają człowieka w równym stopniu, co człowiek rzeczy. Rzeczowa grawitacja. Wydaje mi się więc, że lepiej mieć ich niewiele - to pewnie leniwa myśl o sprzątaniu.
Pracuję, żyję, czytam, słucham, spotykam, odkładam na tzw. wkład własny. Zazdroszczę znajomym, którzy już nie martwią się o mieszkania, nie myślę o kredycie, tego i tak się samemu nie da, a jeszcze trzeba znaleźć taką, która zgodzi się żyć w pieczarze bez rzeczy :)