|
Archiwum
Zakładki:
więcej - dla fanów i zboczeńców
Byłem widziałem
My frenz i can count on 1 hand
Szacuny
Tagi
|
Wpisy z tagiem: książki
czwartek, 24 lutego 2011
Wrocław. BTW
Podróż do Wrocławia jest daleka, a na miejscu jest zimno, choć nie aż tak jak tu (podobno). W drodze do przeczytałem książkę Jerzego Franczaka "Da capo" z zeszłego roku. W drodze z powrotem wyczytałem całą gazetę, kawałek "Polityki" i prawie całą "Śmierć czeskiego psa". Nie idzie tak szybko, bo sprzyja rozkoszowaniu się. Na miejscu, w przerwach między mroźnymi spacerami dziabnąłem "Dziurę w niebie" Konwickiego, dzieło w wieku moich rodziców. Bardzo dobry to był wyjazd, biorąc pod uwagę odstawienie komputera i zajęcie się czytaniem. Wracając, spotkaliśmy elegancką, nie wiem, studentkę jadącą z Brzegu do Opola. Oraz pucułowate, źle ubrane na czarno, "tak krawiec kraje, jak mu materii staje" studentki jadące z Częstochowy do Radomska. A może to było Opoczno? Siedziały naprzeciw siebie, rozmawiając o bardzo ważnych sprawach uczelnianych. Obie w tym samym momencie robiły sobie manicure a la Opoczno.
środa, 09 czerwca 2010
Wrapped up in books
Stało się mniej więcej tak, jak się spodziewałem, to znaczy Lakers, mimo że w pierwszych minutach Garnett trzy razy ośmieszył Gasola, pocisnęli Celtics i wygrali mecz nr 3. Rywalizacja wraca do punktu wyjścia (porównując finały NBA do tenisa, najpierw Boston przełamał Lakers, teraz przewagę roztrwonił). Dlatego rywalizacja wróci do LA i pewnie w szóstym czy siódmym meczu Kobe przechyli przysłowiową szalę na stronę gospodarzy, a ja tego nie zobaczę, gdyż będę spędzał urlop na działce zaopatrzonej w antenę do odbioru meczów mistrzostw świata, ale już nie Canal+. A co mogę powiedzieć w kontekście reportażu o bibliotekarkach z "Wysokich Obcasów"? Skończyłem "Aleję Niepodległości" mojego ulubieńca Vargi, rzeczywiście mimo pewnych mocnych zagrywek nie jest to miazga na miarę "Nagrobka z lastryko", raczej taki oddech między większymi książkami, po drodze był przecież bardzo doceniony "Gulasz z turula". Czytać warto, bo prawie wszystko warto, a jak autor ma wyczucie języka, to już na pewno warto. Uderzające jest podobieństwo do równie warszawskiej "Toksymii" Rejmer, gdzie podobnie jak u Vargi mamy bohaterów wyłącznie antypatycznych i żałosnych. Bohater Vargi tak pisze o mieszkańcach stolicy:
Mi się takie oswajanie codziennej kaszany i bezcelowości życia podoba, pewnie go potrzebuję. Poza tym jak zwykle słaba w Czarnym korekta znalazła się w opałach, gdy przyszło odmieniać angielskie nazwiska, jako młodzi pasjonaci książek nie wiedzą, jak się pisze Kim Basinger itd. Teraz czas wziąć się wreszcie do książki Domosławskiego o Kapuścińskim, jeśli wciąga tak, jak się o niej mówi, to pewnie niedługo stawi mi opór, bo ostatnio mam więcej energii do czytania. |