OLBRZYMI SUKCES!!! szewc bez korony chodzi.. dawajcie tu te najlepsze ligi.. pornografia przecież nie będzie wiecznie trwać.. chyba dalej już nie pojedziemy.. bij starszych.. nareszcie promocja, na którą czekałem.. tak naprawdę to cię nie nienawidzę przecież.. jesteśmy stworzeni dla siebie.. wiedziałem od razu, że będzie pięknie, ale chciałem, żeby była niespodzianka.. i umrze pan w tej głupiej czapce, zadowolony pan?.. jabol pank.. rastafaraje mamią.. nie jestem z wami, nie jestem z nikim.. nie zapomnij parasolki.. drań, ale słodki przecież.. mówiły jaskółki.. panie, uchowaj nas od Massive Attack.. Bóg cię kocha, no ale co mógł zrobić.. pamiętaj, że mam na kolanach czechosłowacki rewolwer.. a co ty zrobiłeś dla legalizacji?.. za talon na hokejówki lub amerykański opiekacz.. a czemu nic nie widać? a bo to hedlajstsy są, żegnaj.. śluski kląskie.. rost Mota Groweckiego, mutbol fenedżer, Peep Durtle i Zed Leppelin.. no i dobranoc, aniele.. mogę cię zjeść?.. Madonna, Sean i ja.. wstrętni są ci mężczyźni, niech mi wreszcie z oczu zginą.. bolilol!.. czemu tak pada? bo jest jesień, matołku.. raz na wozie, sześćdziesiąt razy pod wozem.. nie szkodzi, dostaniemy ich, gdy będą spali.. dlaczego parówki pakowane są po dziesięć, a hot dogi po pięć w paczce?.. i chuj na grób wiadomo komu..

Wpisy z tagiem: śmierć

niedziela, 29 sierpnia 2010
Nie kradnij

Broken Social Scene piszą we wkładce do nowej płyty, że "robią z ludźmi, którym ufają" and that's the way you do it, kids. Wczoraj dzień cudowny, mały cheat w pracy, obiad przedłużony o półtora obiadu, rozmowa ze znajomą (nieznajomą?). Wieczorem te same uroczystości co dwa tygodnie temu, tym razem udało mi się wrócić do domu półtorej godziny wcześniej, wszystko to gdzieś ze sobą się łączy. W obu sytuacjach w którymś momencie, powiedzmy, że na drugi oddech, rzuciłem do dyskusji piątkowe wyznanie mojej bardzo dobrej znajomej, która powiedziała mi, że jej celem jest mieć wybór i nie przejmować się pieniędzmi. Móc sobie zawsze pozwolić na coś, co jej się spodoba.

Z początku taka koncepcja wzbudziła mój gwałtowny sprzeciw, przecież to zupełne wariactwo. Nie ma pieniędzy, których nie dałoby się rozpieprzyć na głupoty. Nie ma przedmiotów dających szczęście. Nie ma rzeczy, które mogą być tym, co obiecują. Nie ma tak dużej pensji, że można byłoby na niej poprzestać. Później zacząłem się zastanawiać nad tym razem z nią, coraz lepiej to rozumieć, a mimo wszystko nie jestem w stanie przyjąć jej punktu widzenia. Wózek dziecięcy za kilkanaście tysięcy (jej starszy brat) jest lepszy od wózka za kilka tysięcy (jej średni brat). To są w ogóle wózki za kilkanaście tysięcy? I tak w kółko. Samochód przydawałby mi się kilka razy w roku, więc go nie mam. Nigdy nie będę zarabiał kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie i jestem z tego tytułu szczęśliwy, bo to, jak zarabiam, nie powoduje wrzodów żołądka, nie wymaga picia na umór ani sypania koksu w tryby ludzkiej maszynerii. Jako nastolatek marzyłem o tym, żeby żyć gdziekolwiek, pod jakimś dachem - nie musiałbym mieć łóżka, biurka, telewizora, komputera itd., to mogłyby być kartonowe pudła. Chyba niewiele się zmieniło.

I jestem z tego zadowolony. A na zrobienie listy osób "zadzwońcie do nich, gdybym umarł" przyjdzie jeszcze czas.

(Pisałem w środę mejlem, ale nie wysłałem. Znak czasu?).