OLBRZYMI SUKCES!!! szewc bez korony chodzi.. dawajcie tu te najlepsze ligi.. pornografia przecież nie będzie wiecznie trwać.. chyba dalej już nie pojedziemy.. bij starszych.. nareszcie promocja, na którą czekałem.. tak naprawdę to cię nie nienawidzę przecież.. jesteśmy stworzeni dla siebie.. wiedziałem od razu, że będzie pięknie, ale chciałem, żeby była niespodzianka.. i umrze pan w tej głupiej czapce, zadowolony pan?.. jabol pank.. rastafaraje mamią.. nie jestem z wami, nie jestem z nikim.. nie zapomnij parasolki.. drań, ale słodki przecież.. mówiły jaskółki.. panie, uchowaj nas od Massive Attack.. Bóg cię kocha, no ale co mógł zrobić.. pamiętaj, że mam na kolanach czechosłowacki rewolwer.. a co ty zrobiłeś dla legalizacji?.. za talon na hokejówki lub amerykański opiekacz.. a czemu nic nie widać? a bo to hedlajstsy są, żegnaj.. śluski kląskie.. rost Mota Groweckiego, mutbol fenedżer, Peep Durtle i Zed Leppelin.. no i dobranoc, aniele.. mogę cię zjeść?.. Madonna, Sean i ja.. wstrętni są ci mężczyźni, niech mi wreszcie z oczu zginą.. bolilol!.. czemu tak pada? bo jest jesień, matołku.. raz na wozie, sześćdziesiąt razy pod wozem.. nie szkodzi, dostaniemy ich, gdy będą spali.. dlaczego parówki pakowane są po dziesięć, a hot dogi po pięć w paczce?.. i chuj na grób wiadomo komu..

Wpisy z tagiem: polityka

czwartek, 24 czerwca 2010
przyszłość jest niezapisana

Toczy się życie, mianowicie. Normalne dylematy. "Czy jesteście gotowi? Jesteśmy gotowi". Wydaje się, że niektórych rzeczy nie warto robić, choć chciałoby się, nie warto wracać, udawać. Lepiej na swej drodze spotkać kogoś mądrego? Czy wampiryzm to twoja ulubiona konkurencja, dziecinko? Zawsze byłem z frakcji tych, którzy się dają, nie szemrają, mimo że nie lubię, kiedy ktoś chce, żebym po nim sprzątał. Czy to już czas na zmiany? Dziwne uczucie, twarze te same, ale nie może już być tak samo.

W niedzielę były wybory, miałem pracę prawie do trzeciej, czyli to daje nam ze dwanaście godzin, ale dzień wcześniej nie omieszkałem być na ślubie koleżanki, a później oglądać meczu w świetnym towarzystwie i następnie błądzić po mieście do rana. Do domu dotarłem o 4.30 i zdążyłem obejrzeć wychodzenie zza drzew osiedla słońca w postaci czerwonej kuli.

Były pewne zbiegi.

Podczas nocnych debat o polityce i znajomych zeszło nam na tego naszego nieszczęsnego artystę pisowca i sposoby, jak go uratować. Uświadomiono mi, że on uważa mnie za straconego i dlatego traktuje trochę pobłażliwie i nigdy nie będzie rozmawiał ze mną o tym, dlaczego jest fanatykiem teorii spiskowych itd. Po krótkim śnie i zjedzeniu śniadania spotkałem go w drodze na wybory, szliśmy każdy do swojej komisji. Naprzeciw siebie. Nie powiedział słowa o polityce, mówił o Gdańsku, rodzinie, dzieciach.

Koleżanka z kolegą na ślub zażyczyli zamiast kwiatów książki. Spędzało mi to sen z powiek przez dobry tydzień, zwłaszcza dedykacja. Po krótkich rozmyślaniach na temat ciężkostrawnej klasyki zdecydowałem, że powinienem kupić coś przede wszystkim bardzo ważnego dla mnie. Przy okazji może też być docenione przez tzw. autorytety, to nie wyjdę na chłoporobotnika. Którym jestem. Nie mogę odtwarzać toku myślenia, bo może zajrzy tu ktoś, komu kiedyś będę chciał kupić jakiś prezent, i w tej sytuacji lipa wisi w powietrzu. Prezenty muszą zaskakiwać. Wybrałem "Dziennik" Gombrowicza, jest teraz całkiem dobre wydanie, dedykacja moim zdaniem musiała być najlepszą ze wszystkich dedykacji, które dostali tego dnia, a nie było ich mało. Po wyjściu z wyborów udałem się na autobus do pracy, dwa przystanki dalej wsiadł na oko dresiarz-ekshiphopowiec. Uosobienie Jelonek, bluza od dresu, skacowane spojrzenie, wystająca dolna warga, uszy małe, ale samolociarskie. Gdyby wybielić trochę Paula Pierce'a, mielibyśmy tego gościa jak malowanie. Usiadł parę miejsc ode mnie i otworzył "Dziennik" Gombrowicza.

Ostatnia rzecz, poznałem w zeszłym tygodniu świetną dziewczynę, rozmawialiśmy później trochę przez internet, bo zainteresowała się Morrisseyem, którego słuchaliśmy na wyjeździe. Od Morrisseya dotarła do Smiths i Clash. Co ja mam więcej mówić, żeby to każdemu chciało się tak szukać i udawało się znaleźć to, co najciekawsze.

Wczoraj oglądaliśmy film "500 dni miłości", a dwa dni wcześniej francuską komedię z czworokątem w tytule. Typowo allenowski, jedna z kobiet była Mią Farrow, druga tą ciemną. Muzyka identyczna. Przyjemne. Oba filmy mają przełożenie na moje myśli o jednej koleżance, oglądałem je więc z zainteresowaniem i, kurka, śmiechem też. A po tym francuskim filmie był na Canal+ dokument o Strummerze "Future Is Unwritten", który widzieliśmy pewnego lipca w Muranowie razem ze znajomymi, którzy mieli rocznicę parę dni temu. Strummer kilka godzin po rozmowie o The Clash.

Wszystko robi koło, ale za każdym razem inne koło.

czwartek, 13 maja 2010
Polityka i kultura

Ostatnio, po tym samolocie i zaraz po Wawelu, nie dostałem od mojego kolegi mejla. Pewnie dlatego nie dostałem, że pracuję tu, gdzie pracuję, w związku z czym trudno nam się rozmawia o polityce. Otóż napisał mój kolega list pod tytułem "DLA MYŚLĄCYCH" o takiej treści:

Mam ciekawą alternatywę dla osób, którym znudziło się słuchaniu o
"bólu i żalu, żalu i bólu, przeklętej ziemi żalu, stracie" itp.

Proszę nie machajcie ręką słysząc lub czytając zdanie "telewizja
kłamie". Proponuję lepiej głęboko przemyśleć sobie tę kwestię i
zastanowić się nad tym co z tego faktu wynika.

Zacznijmy od wirusa grypy! Niedawno na okrągło mówiono nam, że rozwija
się pandemia nowej grypy, że cały świat chodzi w maseczkach i że
koniecznie trzeba się szczepić. Dziennikarze agresywnie atakowali
polityków, zwłaszcza panią Kopacz w sprawie odwlekanego zakupu
szczepionek. Teraz już jakoś nikt tak głośno nie mówi, że cała sprawa
to był pic na wodę i Polska jako jedyny kraj UE nie zakupiła słabo
przetestowanych leków, a nasza Minister Zdrowia dostała za to pochwałę
od Parlamentu Europejskiego. Dziennikarze kłamali, mało tego
najprawdopodobniej wykonywali zadanie, zlecenie za pieniądze koncernów
farmaceutycznych nakręcających spiralę strachu.

Kłamią i teraz! Mydlą ludziom oczy! Rzygać mi się chce kiedy oglądam
telewizję. Niedawno tak nienawidzony prezydent okazuje się mężem
stanu, a Putin przyjacielem Polaków. Z całym szacunkiem do wszystkich
osób, które tragicznie zginęły - zamiast oglądać ten ckliwy szajs
proponuję obejrzeć następujący film i uruchomić mózg.

http://www.youtube.com/watch?v=Y_JyUTX42ho

Większość głównych bohaterów tego filmu nie żyje - zamordowana w
niejasnych okolicznościach co zdaje się potwierdzać autentyczność ich
wcześniejszych wypowiedzi.

Osobom które chciałyby w jakiś sposób zweryfikować lub pogłębić
informację z filmu polecam również listę następujących lektur. Nie są
to sensacyjne bestsellery tylko poważne książki zakazane na terenie
Federacji Rosyjskiej. Rozprowadzanie ich ich jest traktowane jako
działalność antypaństwowa i karane wysokimi wyrokami.

"Przestępcy z Łubianki" - Aleksander Liwinienko
"FSB wysadza Rosję" - Juri Felsztyński i Aleksander Litwinienko
"Akwarium" - Wiktor Suworow
"Lodołamacz" - Wiktor Suworow

Informacje zawarte w filmie i w książkach pomogą zyskać nową
perspektywę w ocenie sytuacji w naszym kraju!

Nie dajmy się zwodzić obłudnym politykom!

Cytuję tutaj mejla utalentowanego artysty - wyraz jego fascynacji teoriami spiskowymi - bo zobaczyłem w poniedziałek w telewizji (wprawdzie kłamliwej, bo publicznej) program publicystyczny. Lisa. Radiomaryjny poseł PiS Girzyński zjadł w nim niby rozgarniętą profeministyczną profesor Środę oraz publicystę-ministra (u Mazowieckiego) Kuczyńskiego. Ci szacowni biedaczkowie miesiąc po katastrofie wciąż nie wiedzieli, jak dyskutować z retoryką PiS-u ("Wszyscyśmy się czegoś nauczyli, świat jest lepszy, Polska jest jedna, nie można tego zmarnować"). Girzyński spokojny, taki wrażliwy, wciąż oczywiście wstrząśnięty do głębi i koncyliacyjny, a z drugiej strony Środa, przekonująca go, że w internecie i w społeczeństwie trwa bezprecedensowa wojna wszystkich ze wszystkimi. Że tłum fanatyków ganiał ją po Starym Mieście pod hasłem "to ta kurwa z Wyborczej". A Girzyński biedaczysko "się z tym nie spotkał". Pewnie dlatego, że cały wstrząśnięty chodzi. Oczywiście bez trudu wygrał, moim zdaniem, tę pseudorozmowę.

To, co czytam codziennie na Facebooku, w gazetach i widzę w telewizji, utwierdza mnie w przekonaniu, że tak ostrych podziałów w społeczeństwie dawno nie było. Artysta wysłał ten list w środę po tragedii pod Smoleńskiem, zatem dzień po ogłoszeniu decyzji o pochówku prezydenta (z żoną!) na Wawelu. W środę rano spotkaliśmy się też (w żałobnych nastrojach) w gronie rodzinnym. Rozmowa w beznadziejny sposób zeszła na politykę, Wawel, katastrofę. Od ludzi przecież rozgarniętych dowiedziałem się, że to jest Rosja, nigdy się nie dowiemy, oni zawsze chcieli zniszczyć Polskę, premier kagiebista, on już wie jak itd. Mówię o naprawdę smutnych okolicznościach spotkania. Nigdy z tymi ludźmi w ten sposób nie rozmawiałem. Zanim to się zaczęło, była też rozmowa dziadków o wojnie. Jeden z nich polecił drugiemu "Gułag" Anne Applebaum, na to ciotka zareklamowała utwór "Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina" Bohdana Urbankowskiego. Wszystko prawda, same dokumenty.

Oczywiście list artysty przytaczam również dlatego, żeby zainteresowani zobaczyli sobie wzmiankowany film, ja dotarłem chyba do piątej części. Moje zdanie o sprawie Litwinienki najkrócej umiem streścić dwoma słowami: walka frakcji. Oczywiście można mieć inne zdanie. Natomiast "historyk" Suworow znany jest głównie z absurdalnej tezy, że w 1941 Hitler uprzedził zdradziecki atak Stalina na III Rzeszę. Myślę, że to daje pojęcie o jego aparacie badawczym, niemniej postaram się którąś z zalecanych pozycji wyszukać i przeczytać. Nikogo jeszcze nie zabiło poznanie jakiejś skrajnej wersji historii (chociaż niektórych zbliżyło to do szaleństwa).

A po tych lekturach - albo zamiast nich - zapraszam biegiem do Teatru IMKA Tomasza Karolaka, ulica Konopnickiej 6, czyli tam gdzie Centralny Basen Artystyczny, a od frontu Buffo. Grają "O północy przybyłem do Widawy, czyli Opis obyczajów III", reżyseruje Grabowski, dyrektor Starego Teatru w Krakowie. Jest to tzw. nareszcie teatr, na który czekałem. Bez przegadania, rozbuchania scenografii czy też kilkudziesięciu tancerzy jak u przekurewsko nudnej Kleczewskiej, lub u nieszczęśnika Lupy, który się nie potrafi zmieścić w pięciu godzinach ani uniknąć rozbierania jakiegokolwiek młodego aktora. Grabowski umie dużo więcej. Aktorzy, nieliczni, grają, muzyka i piosenki Koniecznego świetne, Mysłowska bosko śpiewa arię, dużo wesołości, ale śmiech na ryju zamiera, momentami rzygać się chce. Jako grę z publicznością rozumiem też koszarowy charakter niektórych żartów: zobaczcie, nie tacyście inteligenci, jak się sobie wyobrażacie, nie tylko ironia i groteska was śmieszy. Iść.