OLBRZYMI SUKCES!!! szewc bez korony chodzi.. dawajcie tu te najlepsze ligi.. pornografia przecież nie będzie wiecznie trwać.. chyba dalej już nie pojedziemy.. bij starszych.. nareszcie promocja, na którą czekałem.. tak naprawdę to cię nie nienawidzę przecież.. jesteśmy stworzeni dla siebie.. wiedziałem od razu, że będzie pięknie, ale chciałem, żeby była niespodzianka.. i umrze pan w tej głupiej czapce, zadowolony pan?.. jabol pank.. rastafaraje mamią.. nie jestem z wami, nie jestem z nikim.. nie zapomnij parasolki.. drań, ale słodki przecież.. mówiły jaskółki.. panie, uchowaj nas od Massive Attack.. Bóg cię kocha, no ale co mógł zrobić.. pamiętaj, że mam na kolanach czechosłowacki rewolwer.. a co ty zrobiłeś dla legalizacji?.. za talon na hokejówki lub amerykański opiekacz.. a czemu nic nie widać? a bo to hedlajstsy są, żegnaj.. śluski kląskie.. rost Mota Groweckiego, mutbol fenedżer, Peep Durtle i Zed Leppelin.. no i dobranoc, aniele.. mogę cię zjeść?.. Madonna, Sean i ja.. wstrętni są ci mężczyźni, niech mi wreszcie z oczu zginą.. bolilol!.. czemu tak pada? bo jest jesień, matołku.. raz na wozie, sześćdziesiąt razy pod wozem.. nie szkodzi, dostaniemy ich, gdy będą spali.. dlaczego parówki pakowane są po dziesięć, a hot dogi po pięć w paczce?.. i chuj na grób wiadomo komu..

Wpisy z tagiem: McDonald's

niedziela, 20 lutego 2011
Wrocław 2. Panorama życia nocnego

Byliśmy w (na?) Panoramie Racławickiej. Zimno i wiatr, więc weszliśmy do okrągłego budynku. Z trudem i poniewczasie, bo okrążaliśmy go z niewłaściwej, jak się okazało, strony (clockwise) i w związku z tym wyprawa objęła skok z betonowego muru na betonowy chodnik. Po akcji parkingowy w budce spojrzał na nas z czułością. Zimno i wiatr, więc nie złożył nam gratulacji.

Późnym popołudniem znowu pławiliśmy się w ludowym klimacie - zaszliśmy do McDonalda w rynku. Jaki lokal, taka publiczność. Wszedł ponury młodzieniec, widać student, zbuntowany, bluza z dwoma paskami, dwie kanapki i kawa. Usiadł samotnie. Wyciągnął z torby asusa, przekątna 11 cali. Czarnego, brr. Dużo lepiej czułem się dzień wcześniej w klubie o nazwie Puzzle. Stolik na środku sali obsadzili graficy o homopowierzchowności, obradowali nad białym makiem, jeden z nich strasznie długo ściskał dłoń któregoś z kolejnych gości. Czy ten student z Maka stanie się kiedyś grafikiem z makiem? Czy zrozumie, w jakie okulary należy zainwestować i jak przycinać brodę? Czy jego fundusz na styl będzie odpowiednio wysoki? Oby, oby. Życie wrocławskich klubów będzie wtedy o niebo bogatsze.